Początek lutego 2007, zapowiadał się kolejny klasyczny weekend na Hańczy. Niezależnie od pory roku i pogody ruszamy na nurka. Jak co tydzień zbieramy sie o 8:00 w lokalu, poranna kawa i pakowanie sprzętu do samochodu. Tym razem jedzie nas jedynie dwóch, inni wolą nie nurkować na chwilę przed wyjazdem do Egiptu i nie ryzykować przeziębieniem.
Pogoda zapowiadała się całkiem dobrze, temperatura około zera i słaby wiatr,martwiło nas jedynie zachmurzone niebo, które w połączeniu z nisko położonym słońcem zapowiadało że, światło będzie jedynie z latarek. Ruszamy tuż przed 9:00 aby po godzinie znaleźć się na parkingu u „Słowika”. Plan nurka przewidywał zejście na dłubanki i odbicie w lewo aby po 30 minutach zawrócić w stronę parkingu. Wiedzieliśmy, że nie ma tam nic ciekawego więc postanowiliśmy poćwiczyć zabawę zaworami itp. Miało być spokojne nurkowanie na komputer. Warunki były dobre, Widoczność powyżej 10m pozwalała zapomnieć o drobnej niedogodność związanej z temperaturą wody która wahała się od 1st przy powierzchni do 4st C na większej głębokości. W drodze powrotnej około 50 minuty nurkowania wynurzaliśmy się powoli oglądając wszystko na czym można tylko „oko zawiesić”.
04Na głębokości 15m zauważyliśmy coś co w pierwszej chwili wyglądało jak wbita w dno długa, stara deska wystająca z piasku na 2-3 cm. Jednak przesuwając rękę wzdłuż tej jak nam się wydawało deski trafiłem na poprzeczkę. Pokazałem to Kijowi przykładając jego rękę do znaleziska i gdy tylko wyczuł o co mi chodziło jednym wymownym spojrzeniem powiedział kopiemy. Odgarniając warstwę mułu obaj domyślaliśmy się z czym mamy doczynienia więc robiliśmy to delikatnie aby nie mącić zbytnio wody. Przesuwając dłonie wzdłuż krawędzi mogliśmy zgrabiałymi już z zimna dłońmi wyczuć kształt rufy łodzi z grodzią. Nie mogąc doczekać się, aż opadnie osad staraliśmy się zobaczyć nasze znalezisko pływając kilka cm na dnem. Pomimo bardzo słabej widoczności dało się dostrzec dobrze na znany kształt rufy dłubanki. Dumni ze znaleziska wynurzaliśmy się przesuwając ręce wzdłuż łodzi starając się odkopać burtę i jednocześnie znaleźć dziób. Gdy odnaleźliśmy początek łodzi znajdujący się na 13m wbiliśmy w jego okolicy patyk i strzeliliśmy bojkę. Szpulkę zostawiliśmy przywiązaną do tego zaimprowizowanego punktu nawigacyjnego, a sami wynurzyliśmy się po stoku. Na powierzchni upewniliśmy się że obaj mamy takie same podejrzenia odnośnie znaleziska i staraliśmy się zapamiętać lokalizację bojki względem drzew na przeciwległym brzegu. Ta stara, prosta metoda pozwala na bardzo precyzyjne określenie pozycji bez używania jakiegokolwiek sprzętu. Znalezienie dwóch charakterystycznych prostych przebiegających nad naszą bojką zajęło nam chwilę, jednak nie śpieszyliśmy się wiedząc jak bardzo ułatwi nam to powrót na „nową ” dłubankę. Chwila na pogadankę i zanurzamy się ponownie. Gdy dopłynęliśmy do łodzi ponownie wzbity podczas kopania muł już osiadł i przy widoczności jaka była tego dnia mogliśmy zobaczyć całą rufę przegrodzoną grodzią do przewożenia towarów i burtę wystającą na kilka cm z dna. Zwinąłem bojkę, a szpulkę wykorzystaliśmy do pomiaru długości łodzi mierząc od rufy do patyka wbitego przy dziobie łodzi. 07Zrobiliśmy jeszcze tylko kilka fotek i pozostawiliśmy znalezisko. Mieliśmy już pewność, że nasze znalezisko to dłubanka i nie było sensu kopać dalej, aby nie niszczyć stanowiska i nie utrudniać pracy archeologom. Wróciliśmy do domu i powiadomiliśmy kilka osób o znalezisku by wspólnie ustalić dalsze działania. Oczywiste było że powiadamiamy Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków czym zajął się Andrzej Markiewicz i do czasu zbadania łodzi przez archeologów nie ogłaszamy gdzie znajduje się dłubanka by uniknąć zwiedzających. Ponieważ znalezisko znajdowało się około 10 minut płynięcia z jednego najbardziej popularnych nurkowisk w kraju i dodatkowo na głębokości zaledwie 15m, obawialiśmy się że ktoś może wyręczyć archeologów.

Przez sezon letni odwiedzaliśmy to miejsce jeszcze kilka razy i gdy pod koniec sierpnia chcieliśmy zrobić jeszcze kilka fotek okazało się że dłubanki nie ma. Ktoś bez zgody konserwatora zabytków, wydobył łódź po której została teraz tylko dziura w dnie. Zgłosiliśmy to do konserwatora zabytków jednak do dnia dzisiejszego nic nie wiadomo o losach dłubaki. Szkoda bo chociaż zabytków tego typu jest w kraju sporo to znalezienie kilku łodzi z różnych okresów może wiele powiedzieć archeologom na temat rozwoju budownictwa tego typu łodzi w danym regionie. Na podstawie zdjęć Pan Waldemar Ossowski z CMM oszacował wiek dłubanki na 400-700lat.

Dziwi fakt,że nikt nie widział wydobycia łodzi które musiało nastąpić w sierpniu a więc w szczycie sezonu nurkowego. Od znalezienia dłubanki minął już rok, od jej zniknięcia ponad 6 miesięcy i nadal nic nie wiemy o losie łodzi. Jeśli ktoś posiada informację na ten temat proszę o kontakt.
Robert Kalchert