Plan tego nietypowego sylwestra powstał w chwili gdy dowiedziałem się że, żona ma nocny dyżur w pracy i mam wolną rękę. Nasz trzy osobowy zespół powstał w chwilę po samym pomyśle na sylwestra. Kilka telefonów i mieliśmy już plan na sylwestrowego nurka. Pomysł nie był nowy, mamy już za sobą sylwestrowe noce pod wodą. Wcześniej witaliśmy nowy rok pod lodem, czy też podczas zamieci śnieżnej.
Wiedzieliśmy więc na co się piszemy i jednego mogliśmy być pewni- będzie zimno, bardzo zimno, ale jednocześnie wesoło. Tego roku postanowiliśmy podnieść poprzeczkę trochę wyżej, może powinienem napisać raczej zdecydowanie głębiej bo padło hasło trimix. Ponieważ nurkowanie planowaliśmy na Sylwestrową noc, wiedzieliśmy jedno, możemy liczyć tylko na siebie i ograniczymy ryzyko czyli znana trasa i krótki czas denny. Wstępny plan zakłada nurkowanie po stoku na 80m gdzie będziemy po 9 minutach i pozostanie na tej głębokości przez 4 minut, w trakcie których odpalamy wino musujące.
Mamy głupie pomysły, ale aby wylewać poczciwego szampana do wody to przesada, zresztą kasa potrzebna była na hel:). Zdecydowaliśmy się na głębokość 80m ponieważ chcieliśmy popłynąć znaną trasą i sprawdzonym rantajmem. Ograniczony czas denny pozwalał nam na wynurzenie po 59 minutach, a na więcej żaden z nas nie miał ochoty pamiętając podobne nurkowania robione w ciągu kilku ostatnich tygodni. Na miejsce otwarcia „szampana” wybraliśmy stok poniżej ścianki skalnej znajdującej się na głębokości 65-72m na zachodnim brzegu jeziora Hańcza.
Miejsce to jest nam doskonale znane, robimy tam większość głębokich nurkowań. Każdy z nas bez problemu trafi do zakotwiczonej łodzi i pozostawionych pod nią zapasowych butli z gazem deko. Wstępny plan mieliśmy już gotowy, należało się jeszcze przygotować i ustalić procedury na czas „W” Przyszła pora na logistykę i zmierzenie się z problemami, które nie były tak kłopotliwe podczas innych nurkowań. Pierwsza sprawa to nurkowanie nocne z łodzi i improwizacja oświetlenia. Potrzebowaliśmy na pokładzie latarni, aby ogarnąć cały sprzęt i sprawnie wszystko poskładać.
Dobre oświetlenie całego pokładu jest też niezbędne do prowadzenia ewentualnej akcji ratowniczej więc trzeba było dobrze to przemyśleć i sprawdzić. Ponieważ jezioro Hańcza objęte jest strefą ciszy, mogliśmy używać jedynie silnika elektrycznego. Niestety napęd taki jest bardzo wolny i w przypadku problemów powrót do brzegu trwałby nawet 20 minut. Postanowiliśmy więc dodatkowo zabrać silnik spalinowy, nie był on używany ale stanowił zabezpieczenie gdyby okazało się że potrzebna jest szybka ewakuacja. Inny ważny element naszego „misternego” planu to godzina zanurzenia. Nurkowanie powinniśmy rozpocząć o godzinie 23:50 aby 23:59 być na dnie i przygotować się do wystrzelenia wina.
Dzień przed sylwestrową nocą mieliśmy już wszystko gotowe rantajm, gazy itp. Nasz zespół składający się z Wojtka Kijewskiego, Marka Orłowskiego i mojej osoby był zabezpieczany przez Jarka Kozikowskiego, który robił za naszego przewoźnika i pomagał w ogarnięciu wszystkiego na łodzi. Do wycieczki dołączyła jeszcze jedna para Justyna i Damian Topolscy z planami wykonania płytszego nurka. U Zbyszka Słowikowskiego byliśmy około godziny 19 i rozpoczęliśmy przygotowania czyli dźwiganie tego całego złomu.
Chwila przerwy na kolację i ostatnia odprawa z omówieniem planu nurkowego, procedur i ostateczna kontrola gazów. O godzinie 23;00 mieliśmy już na łodzi cały sprzęt i szykowaliśmy się do wypłynięcia na zachodni brzeg. Przepłynięcie przez jezioro trwało kilkanaście minut. W świetle zaimprowizowanej latarni zakładaliśmy swoje tłiny, a Jarek i Damian w tym czasie wkładali do wody butle boczne i pomagali z resztą zabawek. Skok do wody, podpięcie butli z gazem deko i jesteśmy gotowi. W tym czasie przygotowania do nurkowania rozpoczęli Justyna i Damian Topolscy.
Co prawda nie nurkowali głęboko, ale na to co planowali nie zdobył by się żaden z nas. Pomimo iż było ciemno, zimno i do domu daleko postanowili zanurkować w mokrych skafandrach. W wodzie byliśmy z pewnym zapasem czasu więc nie śpiesząc się sprawdzamy wszystko krok po kroku i wymieniamy ostatnie uwagi.. Na kilka minut przed północą, ostania fotka w tym roku, kontrola czasu 23:50 i daję znak do zanurzenia. W trakcie tych ostatnich przygotowań na niebie pojawiały się już pierwsze fajerwerki rozjaśniając niebo i tworząc niezapomniany klimat.
Opadamy wzdłuż liny kotwicznej na 14m, sprawdzamy jeszcze raz czy wszystko OK, i ruszamy na sylwestrową zabawę. Płyniemy dobrze znaną trasą mijając co chwila charakterystyczne punkty nawigacyjne. Droga wiodła przez „kamień z „dziubkiem”(14m) następnie „wąwozem” do „pachołka”(32) i na „pieśnie”(45m) jednak zamiast standardowo skręcić na „drzewo”(52-58m) i „szlaban”(63m) popłynęliśmy obok „głębokiej ścianki” (65m) prosto na „słupki” (80m).
W tym miejscu nasz plan przewidywał otwarcie „Rosyjskiego wina musującego” jednak zgodnie z przypuszczeniami korek nie chciał rozstać się z butelką i nie powiodły się nawet próby wyjęcia go siłą. Tak więc powitanie nowego roku ograniczyliśmy do uścisku ręki, niezrażeni porażką popłynęliśmy w prawo na „kamienną drogę” (70m) gdzie zawieszony jest mosiężny „Kijowy” dzwonek(65m) i każdy przepływający może pobawić się w podwodnego dzwonnika. Kamienną drogą wynurzamy się płynąc w stronę brzegu i robiąc przystanki deko.
Taki plan jest zupełnie niezrozumiały dla nurków z innych klubów, jednak my doskonale znamy to miejsce i aby móc łatwiej opowiadać sobie o swoich nurkowaniach z czasem stworzyliśmy swoją mapę dna z nawigacją w odniesieniu o puszki po sardynkach i starą łopatę. Ponieważ podczas deko chcieliśmy powoli płynąć aby mniej marznąć, mijając łódź zakotwiczoną na 14m strzeliliśmy boję ze światłem aby Jarek znał nasze położenie. Przystanki deko były krótkie więc czas mijał szybko, a całe nurkowanie szło zgodnie z planem.
Na głębokości 6m zauważyliśmy nad nami łódź, ekipa zabezpieczająca zanurzyła przy burcie latarkę ”grozę”, która teraz służyła nam za latarnię. Ostatnie dwa przystanki mijały na oglądaniu ubogiego o tej porze roku litoralu. W nowy rok przywitał nas tylko jeden mały szczupak, na tyle mały ze z pewnością to był jego pierwszy sylwester. Wynurzyliśmy się po 59 minutach. Jarek oraz Damian który skończył już nurkowanie zapakowali nasze zabawki do łódki i mogliśmy udać się na imprezę przygotowaną przez Państwa Słowikowskich.
Około godziny 2:00 nasz sylwester wrócił do ogólnie przyjętych standardów czyli biesiada przy suto zastawionym stole. Gdy tylko trochę się ogrzaliśmy, zaczęło się…….. planowanie następnego nura.