Darek Wilamowski, znany wśród przyjaciół jako Miodzik – 3 sierpnia zanurkował we włoskim jeziorze Garda na 216 m. Całkowity czas nurkowania wyniósł 389 minut, temperatura wody przez większość czasu wynosiła poniżej 10stC

Wybór miejsca nie był przypadkowy. Położenie w Europie i łatwy dojazd, zbliżone do polskich warunki, znaczna głębokość jeziora oraz jego ciekawa struktura geologiczna zainteresowały Darka już kilka lat temu, zaś w zeszłym roku pojawił się pomysł głębokiej eksploracji tego zbiornika.
„Planowałem przeprowadzić głębokie i wymagające nurkowanie w miejscu mniej standardowym, niż ciepłe wody Morza Czerwonego, jak również zbadać zbiornik słabo poznany przez innych nurków. Po serii zeszłorocznych nurkowań do 130 m w austriackim Attersee i około 150 m we włoskiej Gardzie podjąłem decyzję o tegorocznym wypadzie nurkowym.
Realizację projektu poprzedziły przygotowania rozpoczęte nad polską Hańczą, gdzie często nurkuję i od lat współpracuję z moim przyjacielem Robertem Kalchertem, właścicielem Centrum Nurkowego Submariner w Ełku. Robert jest doświadczonym blenderem gazów, z jego pomocy, wiedzy i umiejętności korzystam zawsze, gdy potrzebuję mieszanin do głębokich nurkowań nie tylko na Hańczy. Dzięki niemu uzupełniłem sprzęt i zostałem wyposażony w gazy niezbędne do „projektu Garda”. Znad Hańczy przeniosłem się do Austrii nad śródgórskie jezioro Attersee. Tam w planach miałem dwa tygodnie nurkowań treningowych poniżej 100 metrów, opływanie się z twinem 2×19 l , przymocowaną do niego
8-litrową butlą do inflacji skrzydła i suchego oraz z ośmioma stageami (butlami bocznymi). Takiego zestawu chciałem użyć podczas finalnego nurkowania, w trakcie którego zamierzałem dokonać eksploracji Gardy płynąc wzdłuż jej stoków i ścian wykształconych podczas intensywnych na tym obszarze procesów geologicznych związanych z wypiętrzaniem masywu alpejskiego oraz przemodelowanych później przez górskie lodowce.
Ćwiczenia pływania z dużym twinem i ośmioma stageami były bardzo obiecujące. Podczas tych próbnych nurkowań używałem butli bez automatów – zdawałem sobie sprawę, że będzie to miało wpływ na trym po ostatecznym ubraniu butli, ale miałem nadzieję, że stosunkowo łatwo się z tym później uporam. Przygotowania nad Attersee zakończyłem po dwóch tygodniach i następnie pojechałem nad Gardę”.
Przygotowania nad Gardą trwały około 3 tygodnie. Najwięcej czasu zajęło Darkowi rozpoznanie stoku w miejscu planowanego zanurzenia i wynurzenia. Część gazów dekompresyjnych miała być podwieszona na linie wzdłuż zbocza, w takim miejscu, aby bez problemów można ją było odnaleźć później podczas wynurzania. Ważne były również ćwiczenia w transporcie sprzętu do wody i podpinaniu butli, gdyż panowały tu mało sprzyjające warunki.
Po pierwsze, miejsce, z którego rozpoczynało się nurkowanie stanowiła trudno dostępna przestrzeń. Praktycznie zaraz po wypakowaniu sprzętu z samochodu należało go znieść po skałach do miejsca, w którym dało się wejść do wody, tam zaś zabezpieczyć go linami przed obsunięciem i zmyciem przez fale.
Po drugie, Gardę charakteryzuje wysoka fala, będąca skutkiem dużej powierzchni jeziora i występującego tu silnego wiatru. Cykl przygotowawczy zakończył się serią czterech głębokich nurkowań na 145, 155, 175 i 185 m. Właściwe nurkowanie na ponad 200 m poprzedziła przymusowa pięciodniowa przerwa, głównie na skutek złej pogody (silny wiatr i wysoka fala) oraz wynikająca z potrzeby wypoczynku.
„Pierwsze podejście wyznaczyłem na dzień 1 sierpnia. Podczas wcześniejszych prób ustaliłem, że najkorzystniej podwiesić butle z gazami dekompresyjnymi na linie wzdłuż łańcucha, którego jeden koniec przymocowany jest do jezdni, drugi zaś zwisa w Gardzie na głębokość 80 metrów. Stanowił on bardzo dobry elementem orientacyjnym.
1.08 był niewielki wiatr i fala wydawała się niewysoka. Przygotowania przebiegały w miarę planowo do momentu rozpoczęcia wpinania ostatnich czterech butli. Niestety ta „niewysoka” fala okazała się bardzo uciążliwa dla mnie, znajdującego się na skale z podpiętymi już czterema butlami. W konsekwencji uniemożliwiła wpięcie do końca ostatniej butli. Tego dnia wykonałem więc tylko nurkowanie sprawdzające ustawienie trymu. Okazało się, że jestem bardzo mocno przeciążony do przodu, ale byłem przekonany, że jest to głównie wynik nie do końca wpiętej butli.
Następnego dnia warunki pogodowe były bardziej sprzyjające, więc ponowiłem próbę. Tym razem wszystko, łącznie z wpięciem ośmiu butli przebiegło bez problemów. Rozpocząłem zanurzanie, jednak okazało się, że moje przeciążenie do przodu jest tak duże (przyczyną było jednak zwiększenie ciężaru stage’y po przymocowaniu do nich automatów, a nie jednej nie do końca wpiętej butli), że uniemożliwia mi kontrolowane zejście wzdłuż stoku.
Dopłynąłem do 50 m i zawróciłem kończąc nurkowanie. Musiałem przemyśleć zmianę w konfiguracji rozłożenia butli i balastu. Biorąc pod uwagę doświadczenie zdobyte podczas wcześniejszych nurkowań wiedziałem, że mam niewielki zapas wyporności na skrzydle, więc zwiększenie balastu nie wchodziło w grę. Postanowiłem jednego z ośmiu stage’y podwiesić jako czwartą butlę czekającą na mnie przy łańcuchu wzdłuż stoku, a wziąć ze sobą siedem butli, z których jedną wpiąć w D-ring kroczny”.
3 sierpnia warunki pogodowe wydawały się sprzyjające, przygotowania do nurka również przebiegły bezproblemowo. Po wpięciu ostatnich stage’y Darek zsunął się z półki skalnej i rozpoczął zanurzanie początkowo w dół stoku, a później wzdłuż ścian o dość dużym nachyleniu. Pierwszym użytym gazem oddechowym było powietrze .
Na głębokości 50 metrów Miodzik przełączył się na głęboki travel Tx 8/70, a na 160 metrach na gaz denny Tx 6/80. Podczas zanurzania nurek minął kilka większych i mniejszych półek skalnych. Na około 200 metrach w świetle latarki zaczęło rysować się wypłaszczenie, chwilę później w zasięgu wzroku początkowo niewyraźnie, a następnie w całej okazałości pojawił się wrak samochodu, a za nim ciągnąca się dalej płaska przestrzeń o niewielkim nachyleniu.
„Płynąc nad wypłaszczeniem zyskiwałem niewiele głębokości i zacząłem zbliżać się do końca czasu dennego. Zauważyłem również, że moje zużycie gazu było większe niż planowałem. Tak więc, w 14-tej minucie nurkowania, osiągnąwszy 216 metrów rozpocząłem wynurzanie. Na głębokości 140 m przepiąłem się na Tx 10/65, później nastąpiła kolejna zmiana na Tx 12/55 i kolejna na Tx 15/50”.
Częste zmiany gazów podyktowane były bezpieczeństwem (brak nurka zabezpieczającego, który w razie potrzeby podałby potrzebny gaz). Dzięki tej konfiguracji w przypadku jakiejkolwiek awarii gazu możliwe byłoby bezpieczne wynurzenie. Po osiągnięciu 70 metra Darek zaczął rozglądać się za łańcuchem, do którego były podwieszone jego gazy dekompresyjne.
Około 60 metra znalazł się w jego pobliżu i resztę wynurzenia wykonał wzdłuż niego, przepinając się najpierw na TxO 28/20, a później jeszcze dwukrotnie zmieniając mieszanki dekompresyjne na gazy zawarte w czekających na niego butlach (Ean50 i tlen). Nurkowanie, zaplanowane na głębokość 220m przy użyciu programu komputerowego HL Planner, zakończyło się po 389 minutach. Darek dołączył do grona nielicznych Polaków, którzy stawili czoła głębokości przekraczającej 200 m.

Agata Bogusz