W 2009 roku nurkowania w gardzie zakończyłem zejściem na 245m. Kończąc nurkowania w październiku od razu zacząłem planować dalszy ciąg. Plany zaczęły się krystalizować w marcu i ze względu głównie na możliwości finansowe celem stało się osiągnięcie głębokości 261 metrów a maksymalnie 270. Jak w poprzednim roku początek ostatecznych przygotowań odbywał się nad Hańczą. Przetestowałem tam wstępnie konfigurację w jakiej miałem nurkować, tzn. Twin 2 x 20 l z 10 l butlą inflacyjną przymocowaną na nim i 6 steage. Nowe też było skrzydło, które na podstawie mojego projektu wykonała czeska firma „Soprassub” (2×65 l z możliwością uzyskania 80 l napełnienia). Jak w poprzednich latach wielką pomoc otrzymałem od mojego przyjaciela Roberta Kalcherta, właściciela centrum nurkowego „Submariner” z Ełku. Pomógł uzupełnić brakujący sprzęt i zrobił dla mnie gazy, które wykorzystałem podczas nurkowań przygotowawczych w Attersee i Gardzie. Ustaliliśmy z Robertem, że przyjedzie w połowie sierpnia nad Gardę i na główne nurkowanie zrobi gazy na miejscu oraz będzie w moim suporcie. Mieliśmy z Robertem problem ze zorganizowaniem wystarczającej ilości twinów i steage (cóż, nie wszyscy wywiązują się z obietnic i ustaleń) ale dzięki przyjaciołom z Ełku i okolic udało się temu zaradzić i mogłem wyjechać znad Hańczy w połowie lipca. Resztę butli i gazów miał dowieźć Robert w sierpniu. Z niecierpliwością oczekiwałem na oswietlenie firmy „Gralmarine”. Było z tym trochę kłopotów przez moje pomysły (wiem Bartek, że masz przeze mnie problemy) ale przed wyjazdem z kraju dostałem wszystkie elementy. Nowy był hid 45 oraz oświetlenie wspomagające, które chciałem zamontować w uprzezy. Od 22 lipca dalszy ciąg nurkowań przygotowawczych wykonywałem w austriackim jeziorze Attersee. Miałem zamiar do końca zgrać konfigurację i zobaczy na ile sprawdzi się moje oświetlenie wspomagające. Dużym utrudnieniem z resztą nie jedyny raz podczas tegorocznych nurkowań była pogoda – deszcz i momentami dość silny wiatr. Podczas 10-cio dniowego pobytu nad Attersee padało codziennie przez co też widzialność w jeziorze nawet glenboko była bardzo słaba. Wykonałem kilka głębszych nurkowań i przekonałem się, że mój pomysł na oświetlenie wspomagające w pełni się sprawdził, a Bartek wykonał świetną robotę projektując i wykonując je. Co do hida to z podobnym nurkowałem wcześniej, ten różnił się tylko pewnymi zmianami w konstrukcji natomiast moc światła pozostała tak samo efektywna jak w podstawowym modelu. Ze względu na pogodę zrobiłem tylko jedno nurkowanie w pełnej konfiguracji. Nie przyniosło ono żadnych niespodzianek. Nie miałem problemów z zanurzaniem i płynięciem. Po zeszłorocznych doświadczeniach byłem jednak umiarkowanie optymistyczny, prawdziwy sprawdzian miał być w Gardzie.

Nad Gardę przyjechaliśmy 1 sierpnia, jak w zeszłym roku nawiązaliśmy współprace z zawsze nam życzliwym centrum nurkowym „Mark & Chick” w Padenghe. Od 2 sierpnia rozpocząłem wstępne nurkowania. Pierwsze dni to nurkowania do 100 metrów – aklimatyzacja i przypominanie stoków. W wyniku planowania wiedziałem, że tym razem oprócz dużo większej ilości gazów, znacznie głębiej będę musiał mieć podwieszone depozyty. Najgłębszy pierwszy depozyt miał znajdować się na głębokości 100 metrów więc orientacja na pozycji samego łańcuch była niewystarczająca. Miałem zamiar zaporęczować stok do 200 metrów, dzięki temu miałbym głębiej linkę naprowadzającą, a co za tym idzie więcej czasu na znalezienie drogi do depozytów. Nie wiedziałem na ile jest to możliwe więc oprócz 300 metrów poręczówki zabrałem z kraju 150 metrów liny. Wstępnie miała służyć do podczepienia depozytów, jednocześnie była zabezpieczenie gdyby pomysłu z poręczówką nie udało się zrealizować. Poręczowanie rozpocząłem od nurkowania na 130 metrów. Do końca łańcuch przywiązałem poręczówkę i rozpocząłe rozwijanie. Po osiągnięciu 130 metrów zakotwiczyłem poręczówkę w szczelinie skalnej. Na razie rezultat był zadowalający. 8 sierpnia przyjechał do mnie Sławek Dobrowolski. Miał być moim suportem powierzchniowym podczas nurkowań na 170 i 215 metrów. Na 10 sierpnia zaplanowałem wykonać nurkowanie na 170 metrów i dalszy ciąg rozwijania poręczówki. Podczas zanurzenia schodząc głową do dołu zauważyłem, że mam duże trudności z powrotem do pozycji poziomej ale na około 100 metrach udało się wszystko unormować. Doszedłem do 130 metra i zacząłem dalsze rozwijanie poręczówki. W sumie nie było większych trudności i około 170 m zaklinowałem poręczówkę pod małą półką. Następne nurkowanie na 215 metrów chciałem wykonać 13 sierpnia. Niestety deszcz i silny wiatr uniemożliwiły nurkowanie w tym dniu. Sławek następnego dnia wyjechał, a Robert miał być dopiero za dwa dni. Następny termin nurkowania ustaliliśmy 16 sierpnia. Razem z Robertem przyjechał też Marcin Martyniuk i Jarek Kazikowski. Robert przywiózł też brakujący sprzęt, w tym butle, twiny, większość gazów oraz sprężarkę.

16 sierpnia w poniedziałek było słońce i prawie bezwietrznie. Do tego nurkowania użyłem konfiguracji w jakiej miałem wykonać główne nurkowanie. Miałem rozbudowany suport więc wszystko przebiegło szybko i bezproblemowo. Dzięki firmie Odpłyniesz.pl posiadaliśmy ponton przy pomocy którego udało się ustawić linę z depozytami z powierzchni. Robert wpiął steage w moja uprzaz i rozpocząłem zanurzanie. Niestety głową do dołu i znowu wystąpił ten sam problem z powrotem do pozycji poziomej. Spodziewałem się tego ale miałem nadzieję, że tak jak poprzednio uda mi się to opanować. Niestety po minięciu 100 metrów nadal nie mogłem przelać gazu w skrzydle i tym razem miałem więcej sprzętu. Mimo kilku prób znajdowałem się pod dużym kątem do dołu i nie było szans rozwijać poręczówki a samo nurkowanie stało się trudne. Około 120 metrów postanowiłem wracać, jednak cały czas walczyłem z pozycją. W pewnym momencie będąc zbyt blisko poręczówki i próbując odzyskać pozycję prawdopodobnie musiałem zaczepić zaworem a przez moje działania poręczówka się zaplątała. Prawie od razu to odczułem, nie mogłem się wynurzyć, zacząłem się rozglądać i gdy zobaczyłem poręczówkę za sobą domyśliłem się co się stało. Cały czas byłem na Travelgazie i wiedziałem, że jeśli nie chcę przejść na gaz denny mam niewiele czasu. Przez około 3 minuty próbowałem się wyplątać z poręczówki, niestety bez rezultatu, nie mogłem jej wyczuć a wynurzenie z nią nie było możliwe, gdyż mocno ją zakotwiczyłem. Widząc na manometrze jaki mam stan gazu odciąłem linkę i rozpocząłem wynurzanie. Po około 2 godzinach wynurzyłem się mając gotowy plan na następny dzień. Do końca łańcuch przywiązałem koniec liny, reszta liny w sumie około 190 metrów wraz z obciążeniem została zrzucona z pontonu. Nie liczyłem, że ułoży się wzdłuż stoków i ścian ale przez odpowiednie dociążenie miałem nadzieję , że co najmniej do 200 metrów będę miał ją w zasięgu wzroku i spełni takie samo zadanie. Co poręczówka, jako lina kierunkowa. W międzyczasie Robert zmieszał brakujące gazy i następną próbę na 215 metrów zaplanowałem na 18 sierpnia, z tym, że teraz chciałem sprawdzić jak ułożyła mi się lina. W czasie przygotowań jak i nurkowania wszystko przebiegło bez problemów. Skorygowałem gumki w dolnej części skrzydła i zanurzałem się pod mniejszym kątem. Prawie nie było różnicy w tempie zanurzania , natomiast skrzydła i cała konfiguracja sprawdziły się idealnie. Lina w miarę blisko skał układała się do około 170 metrów następnie zaczynała się oddalać ale na 211 metrach była oddalona około 3 metrów więc przy widzialności ponad 15 metrów byłem zadowolony. Wynurzyłem się po 361 minutach. Główne nurkowanie postanowiłem wykonać w niedzielę 22 sierpnia. Robert potrzebował czasu na mieszanie gazów, a ja musiałem trochę odpocząć. Jednak wystąpiły dwa poważne problemy. Pierwszym był brak tlenu, okazało się, że wytwórnia tlenu miała urlop i w całej okolicy nigdzie nie można było go kupić. Dzięki wielkiej pomocy Marko i jego przyjaciół praktycznie w ostatniej chwili udało się znaleźć firmę, która posiadała zmagazynowany tlen. Drugim problemem była konieczność wcześniejszego powrotu do kraju Roberta i Marcina, na szczęście zostawał Jarek.

Do 20 sierpnia większość gazów była zrobiona, przez problemy z tlenem ostatnie Trioksy Robert przygotowywał 21 sierpnia rano. W tym dniu zaplanowane zostało podwieszanie depozytów, mieli je rozstawiać Robert z Marcinem, a po południu wracać do kraju. Pierwsze 3 twiny dekompresyjne zostały podwieszone do liny i opuszczone z pontonu. Następna lina została przymocowana do łańcucha, resztę depozytów Rober z Marcinem podwiesili podczas nurkowań. Ostatnie depozyty na 9, 6 i 3 metrach miał podwiesić Jarek w dniu nurkowania. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, po piętnastej zakończyliśmy temat depozytów, a Robert z Marcinem rozpoczęli drogę powrotną. Reszta dnia to odpoczynek i kontrola sprzętu i sprawdzenie zapisu rantimu.

Z Jarkiem umówiliśmy się na 9:00. Na miejscu byłem już przed 9. Zmontowałem twina, steage i depozyty. Wszystko przebiegało jak na nurkowaniu na 211 metrach. Miałem kilka wariantów planu nurkowania, więc umówiłem się z Jarkiem, że spotkamy się między 18 a 21 metrem. Miał wypiąć ze mnie część steage, przynieść coś ciepłego do picia, zapasowy gaz inflacyjny do suchego skafandra oraz akumulator do ogrzewania. Pogoda super, trochę chmur i prawie zero fali. Depozyty ułożone przy zejściu, steage na półce nad wodą. Zakładam sprzęt i schodzę po skałach, Jarek podpina steage, ostatnia kontrola, podpływa na powierzchni w okolice łańcucha, całe oświetlenie działa oprócz głównego. Zapalam główne i zaczynam zanurzanie jednocześnie kontrolując umiejscowienie depozytów. Do około 30 metrów muszę mocno płynąć, tu spadek jest dość mały, później jest bardzo stromo. Na 50 metrach przechodzę na drugi travel, znowu mocniej pracuję płetwami, mijam większą półkę na 75 metrach, cały czas posuwam się do przodu, jednocześnie opadając, około 150 metrów następna większa półka, mijam ją i przechodzę na gaz denny. Od 200 metrów lina coraz bardziej się oddala, sprawdzam manometr gazu dennego i widzę, że jest coś nie tak. Pokazuję 240 atm a raczej powinno być mnie. 230 metrów lina około 6 metrów od stoku ale jest super widzialność więc cały czas jest dobrze widoczna. Jednak wyraźnie zaczyna biec gdzieś w dal. Manometr stanął na 240 atm nie pierwszy raz tak się zdarzyło w sumie to nie aż taki problem. 250 metrów lina już gdzieś w oddali a ja widzę, że to co brałem za półkę nurkując w zeszłym roku na 245 metrów jest wywłaszczeniem stoku zaczynającym się na około 256 metrach. Musiałem szybko zwolnić i mocna płynąć do przodu jest już 17 minuta lina gdzieś wysoko nad mną i w przodzie, ale spokojnie trafię do depozytów. Płynę i rozglądam się na około – ciemno szary muł i olbrzymie pojedyncze głazy. HID Bartka świeci rewelacyjnie więc widzę na ponad 15 metrów, wrażenia super! Ale czas biegnie 18 minuta 264 metry to znaczy w minutę zanurzyłem się 9 metrów, za długo, zawracam dodająca gazu do skrzydła i płynę w stronę ściany. Szukam liny nad sobą po około minucie widzę ją, kontynuując wynurzanie. Na 192 metrach pierwsza zmiana gazów. Wynurzam się około 3 metrów od liny z prawej strony, zanurzając się podczas kontroli depozytów widziałem ze ostatni depozyt ułożył się około 6 metrów od liny naprowadzającej więc będę go szukał z prawej. Przed osiągnięciem pierwszego depozytu zmieniam jeszcze dwa razy gaz. Po osiągnięciu 112 metrów zacząłem rozglądać się za pierwszym depozytem i po podniesieniu się o następne 3 metry zobaczyłem pierwszego twina. Na 100 metrach podpłynąłem do niego i zdjąłem z liny. Zmiana gazów na 96 metrach wynurzałem się wzdłuż liny z depozytami na każdej głębokości zmiany gazów zostawiałem twina i zabierałem następnego tak postępowałem ze wszystkimi depozytami. Od około 65 metra lina z depozytami pokrywała się z łańcuchem i reszta depozytów była w niego wpięta. Po raz pierwszy tak mocno odczułem wychłodzenie głowy, myślę że było to związane z długim czasem przebywania na dużej głębokości a co za tym idzie minimalną izolację termiczną kapturów spowodowaną mocnym zgnieceniem neoprenu. Po około 6 godzinach doszedłem do 21 metrów, po kilku minutach zgodnie z planem podpłynął Jarek, standardowe pytanie: OK.? i szybkie picie ciepłej wody po chwili jest już zimna. Dostaję gaz inflacyjny i akumulator do ogrzewania. Jarek wypina ze mnie 4 steage i odpływa. Wraca gdy jestem na 18 metrach zabiera 2 ostatnie steage i znowu mam coś ciepłego do picia – super! W sumie Jarek był u mnie jedenaście razy przynosząc ciepłe napoje. Później dowiedziałem się, że nieźle musiał się nakombinować, żeby zorganizować ciepłą wodę- naprawdę wielkie dzięki! Do dziewiątej godziny jest dobrze ale później zaczynam mocniej odczuwać chłód. Pocieszające że na 9 metrach było 18 st C i przestało być dokuczliwe wychłodzenie głowy. Robiło się coraz ciemniej. Ostatni przystanek na trzech metrach ponad dwie godziny trochę się dłużyły ale woda miała 22 st C i już było znośnie. Wynurzyłem się o 23:00 nurkowanie trwało 751 minut. Później 2 godziny siedzenia i odpoczynku. W międzyczasie Jarek zdemontował i zapakował sprzęt. Poniedziałek to odpoczynek, we wtorek zdjąłem i zabrałem wszystkie pozostałe depozyty.

Użyte gazy:
- gaz denny 5/85 w twinie 2x20l 250 atm
-dwa steage 18l 8/70 250 atm
-dwa steage 13,6l i 11,1 l 10/65 250 atm
-dwa steage 13,6l i 11,1l 12/55 250 atm
-jedna butla 10l 250 atm przymocowana na twinie do inflacji suchego skafandra i skrzydła

Depozyty z gazami dekompresyjnymi:
-twin 2x12l 15/50 250atm
-twin 2x15l 18/45 250 atm
-twin2x12l 25/40 250 atm
-twin2x12l 35/30 250 atm
-steage 11,1l 40/25 250 atm
-steage 11,1l 45/20 250 atm
-2 steage 11,1l 50/15 250 atm
-2 steage 11,1l 60/10 250 atm
-2 steage 11,1l 70/10 250 atm
-steage 11,1l 80/10 250 atm
-2 steage 11,1 tlen 200 atm
-twin 2x15l tlen 200 atm

Chciałbym podziękować wszystkim bez pomocy których nie zrealizowałbym tegorocznych planów. Jedyną firmą, która wspomaga mnie w przygotowaniach od samego początku jest firma „Gralmarine”. Bartek wykonuje dla mnie oświetlenie bez którego nurkowania te nie były by możliwe. Przekazuje do testów swoje rozwiązania i często przerabia tak żeby pasowały do moich potrzeb. W tym roku nawiązałem współpracę z czeską firmą „Soprassub”. Od kilku lat korzystam z ich suchych skafandrów. Teraz wykonali dla mnie skrzydło dokładnie według mojego projektu. Jakość jest bez zarzutu działa świetnie, jestem bardzo zadowolony. Osobą bez której nie była by możliwa realizacja moich projektów jest mój przyjaciel, jednocześnie świetny blender Robert Kalchert – właściciel Centrum Nurkowego „Submariner” W tym projekcie wraz z Robertem uczestniczył Marcin Martyniuk i Jarek Kozikowski, jestem im bardzo wdzięczny za ich pomoc i zaangażowanie. Na początku sierpnia towarzyszył mi Sławek Dobrowolski – super że mogłeś przyjechać. Jak w poprzednich latach dużą pomoc i współpracę otrzymaliśmy od włoskiego Centrum Nurkowego „Mark&Chick” z Padenghe sul Garda- jeszcze raz wielkie dzięki Marco! Mój kumpel Rafał Berner – lekarz instruktor DAN zapewnił mi sprzęt ratowniczy. Dzięki firmie Odpłyniesz.pl mój suport mógł korzystać z pontonu. Ponadto otrzymałem olbrzymie wsparcie od Sławka Falczewskiego, Tomasza Maciejewskiego i Anety Kudry-Domańskiej. Jeszcze raz chciałbym wszystkim podziękować.